Pierwiciny



We wczesnej młodości prawie każdy uczniak próbuje swych sił w "pisarstwie". Z tej wczesnej młodości wyrasta niejeden wybitny pisarz, lub zachcianka ta zanika bezpowrotnie. Czasem ambicje literackie odzywają się z potrzeby chwili, jak to było u wielu w okresie "Solidarności", podobnie też  i u autora. Takie wczesne próby są zazwyczaj wyrazem swoistych tęsknot, najczęściej miłosnych i próbą spełnienia się.

 

Przedkładane  tu "pierwociny" są więc przejawem takiej młodzieńczej ambicji. Przeleżały w szufladzie samotnie wiele lat, nikt z bliskich nie próbował ich odkryć, dociekać, jakimi  też to autor żył pasjami     i wypełniał  czas młodości, oraz dużo późniejsza "tfu...rczość" ledwo zauważona w jego otoczeniu,  także  dokumentuje samotność autora wśród swoich najbliższych. Chociaż te, (jak także i późniejsze) nie przedstawiają jakiejś wartości, autor postanowił przedłożyć ja obcemu czytelnikowi, choćby dla drobnego popisu i małego uznania, co osusza łzy samotności.

  Napisane w 1952 roku       

           Pierwociny z wczesnych lat

 

S z u k a n i e

O morze, morze błękitne
Do  stóp mi się nie łaś
Dlaczego dziewczyno
Serce mi z piersi wyjęłaś

Szukałem dziewczyny pod falą rozblaskłą
Szukałem dziewczyny na piasku rozgrzanym
Z pod fali dobyłem garść morskiego piasku
Na brzegu znalazłem smużkę morskiej piany

Szukałem dziewczyny by serce zwróciła
Bo troski nie mam gdzie pomieścić
Tęsknota miast krwi płynie w żyłach
Szukałem dziewczyny po całym mieście

Nigdy jej nie odnajdę
Serca nie odbiorę
Gdzie podzieje się moja troska
Wyjdę kiedyś wieczorek
 By w morzu pozostać

Morze morze rozhukane
Pierwej mnie w głąb swoja porwiesz
Niż serce powrotem dostanę
Na brzeg wyrzucisz ciało moje sztormie

P r o ś b a   d o  w i c h r u

Nie szum i nie zawódź wichrze
Fal na  morzu nie spiętrzaj
W sercu w kąciku najcichszym
Wyrosła troska największa

O gdybyś troskę porwał szkwale
Powlókł ją gdzieś hen nad zalew
Lecz ty targasz maszty statkom
Śląc na dno kuter beztrosko
Żałość w serca wpędzasz matkom
Sieci rwiesz w rybackich wioskach

Wichrze co za oknem miotasz
Zawódź trochę ciszej
Niech ten wiersz o mojej trosce
Do końca dopiszę

S o c r e a l i z m

Jeśli dziewczyna powie ci nie
Nie pomnij osobistej troski
Przed tobą stoją cele większe
Budować domy budować mosty
A miłość co towarzyszy
Do grobu od kolebki
Znajdzie cię gdzieś wśród pracy
Praca i miłość to chleb twój

B e z d o m n a

Gałązko bzu wiatrem potrącana
Twoje cienie na ziemi się kładą
Księżyca spojrzeniem szklany
On księżyc na niebie swój ma dom

Wszystko ma swoje mieszkanie
I kwiat i pąk i wiosna
Tylka ja nie
Z moją miłość co nie ma gdzie rosnąć

Zasieję ją w glebie
Może zbożem wyrośnie
Żeby
Ludziom żyło się prościej
Na dachy ją rozsieję
Niech gołębiom będzie pokarmem
Kiedy się zbudzą  gdy dnieje
Posilą się miłosnym  ziarnem

Jaskółką  niech siądzie na druty
Kędy wyznania płyną
Zaczerni papier jak nuty
Piosenką dla dziewczyny
Co  w sercu szczelinkę odsłoni
Przez którą przeniknę do niej

D o   n i e z n a j o m e j

Nocą nocą nie mam gdzie mieszkać
I moja miłość nie ma mieszkania
Po ulicach błądzę
Po parkowych ścieżkach
Otulony w ciemności aksamit

Tam w dali pod dachem domu
Jedno okno jasnością sączy
Promieniu utwórz świetlany pomost
Pójdę po nim  wiersz dokończyć

Powiedz powiedz co mi wciąż każe
Nocami błądzić wśród nocnych pejzaży
Jak zagubiony meteor w wszechświecie
Wędrować wśród miejskich galaktyk
Powiedz co każe……..ach ty
Popatrz i słów mi zabrakło
By ciebie nazwać
Czekam czekam kiedy zaświecisz
Dla mnie jak gwiazda
 
N i e c h   s i e   s p e ł n i     

W mój dom wszedł smutek
Przez miłość
Której tak długo szukałem
Począwszy
Od stóp i ramion
Pocałunkami okryłem twa ciało
A miłość smutkiem stała się dla mnie

Piersi drżących nie próbuj mi wzbraniać
Dłońmi ramiona mi pogładź
Chcę byś mojego kochania
Zapomnieć nie mogła
Serca?
Jakby spod piersi chciały się wydostać
Jakby ż bić nie mogły dłużej
 Gdym  nie rozpoznał które z serc mi służy
Twój szept brzmiał jak rozkaz
Oba
Posłuchaj!
Rytmem serca chcę ci się podobać

Oto piersi którem uwilgocił
Oto usta hojne
Oto oczy
Włosy
Ach miłości nikt nie pojmie
Milczącej bezgłosej

Miłość tak pachnie
Czy łąkowe siano
Świtu mi strach jest
Miłość  się skończy
Gdy nadejdzie ranek
Z brzaskiem ostatni raz zapłonie
Ustom tak trudno się rozstać
Życie poczęło się twoim łonie
Dla mnie smutek pozostał

Rok okrągły minie
Wspomnienie powróci
Nad kołyska dziecinną
Piosenkę zanucim
Uśnij mi dziecino
Noc się już zaczyna
Noc pachnąca sianem
Księżyc blado świeci
W taką noc śpią dzieci
Taka noc dla zakochanych


































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz