Sport I

Poniżej przedłożone rymy - nie-rymy powstały  u miłośnika sportu i płynących stąd impulsów sportowych oraz jako próba grafo-ludka naśladowania naszych wielkich  poetów - olimpijczyków. Próba nieudana, lecz powstała z potrzeby dostrzeżenia w sporcie dodatkowego piękna i podzielenie się tym spostrzeżeniem z ewentualnym czytelnikiem. Powstały te "twory" w okolicy Olimpiady w Seulu. Należy przeprosić czytelnika za trud brnięcia przez teksty, jeśli zechce śledzić to pisanie





 Z  a  k  w  i  t  n  i  e     z  w  y  c  z  a  j

Na tych kilka dni
Ważniejsze ponad wszystko

Zemsty i miecze
Nie ciążą
Bojowym wałachom
Wytchnienie

Na tych kilka dni
Ważniejsze ponad wszystko
Zwycięstwo
Pięści

Zaprzęgów
Goleni

Ponad wszystko
Gałązka lauru

Najjaśniejszy kamyk
W koronie wielkości

Jakiż to wam dobry zwiastun
Podpowiedział
Okrucieństwa
Zawiesić na kołku
Zaplątany zwiastun
Wśród skłóconych bogów

Uczniak ze szkół naszych
Wspomnieć potraci
Po latach
Może datę
Nie zwycięzców
Chłopca w zamachu fotografię
Imię mistrza Fidiasza
Może trzy szczegóły inne
Nade wszystko tę wskazówkę
Przez gąszcz ksiąg sie przebiła
W dniach tej zabawy
Nie zabijaj

Może zakwitnie
Nad naszą  Grecją
Na chwilę
Przykazanie
W dniach wielkiej zabawy
Nie zabijaj
Niech się zagnieździ
W tych dniach
Sprzed tysiącleci
Świętość

M e d a l e   ś w i e c ą

Inni   
Byli szybsi
Na uderzenie serca
Jedno

Następcom
Bystronogim
Starczyło tchu
Urwać z dwustu piędź

Wytrwałych
Wyniosły odbicia
Na łokieć
Dalej

Inne
Pędziwiatry
Urwały z rekordu
Czasu krztynę

On tylko
Jeden
Owens czarny
Biegnąc
Zaglądał złu w oko

Nie z bieżnią
Skocznią
Staczał boje
Z czernią
O swoją czerń

To było piąte zwycięstwo
W tej wojnie z hydrą
Przyjaciel Long
Honor ocalił
Radą
I podaniem rąk

Medale Jesse świecą do dziś

Jesse Owens zdobył z złoty medal w skoku w dal  szóstym skokiem za radą Niemca Longa. Pięć pierwszych spalił.
Podczas olimpiady w Berlinie w 1936 r.po zwycięstwie Jesse Owensa w skoku w dal Hitler opuścił ze złości trybunę.

P  i  e  r  w  s  z  e      s  t  r  z  a  ł  y

Większyś wynalazco
O wiele większy
Dobroczyńco głodnej watahy
Któryś wypuści strzałę pierwszą
Ku podniebnym ptakom
Jesteś większy
Od owego Jamsa Watt'a

On to był bystrzak
Pokrywy łoskot
Mocy przypisał
Nieznanej jeszcze
Z ducha ją ognia
Z ducha wody
Wyśledził
Aleć mu w uch szeptała
Sowa tysiąclecia

Nie taki on przeto bohater
Jak ty
Wędrowcze stepowy
Jak ty
Zwany dziś Azjatą
Jak ty
Gościu jaskiń Europy
Być może
Rodaku czarnej Etipopii
Wynalazco skapomowy

Ptak cię niskim lotem skusił
Skarga głpodnej zalotnicy
Mieszkaniec mieszkańca bambusów
Trawy dobrej na wszystko

Niecelny rzut okruchów skalnych
Miast zdobycz przynieść
Płoszy
Gdyby tak dal zwielokrotnić
Celność zaostrzyc
Lecz jak?
Gdy ogień skrzesać wielka biedą
Gdy ledwo słów
Tyle co w garści

Wiatr podpowiedział
Duch zamorski
Gdy przygniótł trzciny źdźbła
Najtwardsze
Dość że błysnęła myśl  nieziemska
Spiąć kije łyka skrętem
I już
Jeszcze o kamień ostrza zdrapać
Jeszcze celności przydać oku
I jest już pierwszy ludzki patent
Pierwszy na drodze do James Watt'a

Machinie tej wystawić pomnik
Ustokrotniła ludzkie dłonie
Ptak się podniebny jej nie ustrzegł
Nie uszła cało antylopa
Gdy ją myśliwy z łukiem dopadł
Zjadała horda kęsy tłuste

Napastnik strzałą kłuł z zasadzki
Obrońsa z dala gasił atak
Bo sie tu chytry wdał z nienacka
Hańbiący zamysł czarta
Dobre zamieszał
Złym przyprawił
Ten co wśród nas
Na stałe mieszka

I temu pomnik
Temu w skórach
Co pierwszą strzałę
Posłał w chmury
On jest ów pierwszy
W korowodzie
Ostatnim będzie
Słońca złodziej

Towarzysz nieoodłączny
Dawca setnej korzyści
Uwalniał z troski głodu
Niósł władcy śmierć rywala
Padłych w polu
Wielokrotnił
Stał się zabawą

Cisza
Westchnienie
Spięta gardła
I tylko świsty mkną w powietrzu
Tej z prawa
Dech zaparło
Ta obok weźmie miejsce pierwsze

Ostatni bełt
Na strunie spiętej
Na celu strzała
Tnie przestrzenie
Znak dany
Środek tarczy
Oj
Najszczęśliwszy dzień ten

Oklaski szczere
Gest przeciwniczki
Złoto zawisa
O bohaterce
Głośniki krzyczą

P  o  m  n  i  k     p  i  e  r  w  s  z  e  m  u

Który cię natchnął
Hefajstos czy Hermes
Greczynie pierwszy
Wodzu czy prostaku
Z bratem ścigać się po ścieszkach
Wpierw za stadem kozić
Potem
Pojedynek przenieść
Dla samej próżności
Przed oblicza dziewic

Kto podpowiedział
Hera czy Danae
Ostatniemu
Dłoń podać
Zwyciscy
Nie oszczep wbić w trzewia

Przydano waszym pięściom
Pierwsze naczynie pokoju
Ślepoty złamanie
Wyniesionej z mroków
Kukułczym złożone jajem
Przez zawistnych cyklopów

Wieniec z kruchych liści
Nadzieja uśmiechu
I wiwaty szczodre
Wymiotły zawiście
Przemyślności dodając
Nowych sił przypływu
Krzesanego mozolnie wśród zmierzchów
Uporu zmagan
Z oporem woli leniwej

Po latach może
Mistrz już chromy
I padły przeciwnik
Dłoń na barkach złoży
Nagrodą i skromną
I wielką

Kto tobie szepnął
Li tylko dla zabawy
Pierwszy miotaczu kameni
Kto lepiej
Wyzwanie dać brat

Tobie bezimienny
Oto pomnik lepię
Z ciasta szorstkich słów
A to materiał twardy
Przez czas niesione słowo
Jak olimpijski ogień
Z głowy do głowy











































D















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz