Dywagacje o przypadłościach myślowych tkwiących w umyśle autora, które - być może - odpowiadają takim przypadłościom i czytelnikom? Pisane byle jak, jak autor potrafi, nie wysilając się na skromny artyzm, skoro internet wszystko przyjmie, co ktoś wprowadzi. Jest chociaż szansa, że ktoś to przeczyta lub nie, zaakceptuje lub nie, pochwali lub nie. No i autor ma jakąś satysfakcję, chociaż jedną w życiu.
Świętokradztwo
Pyłek
wśród pyłków trwam na skalnej grani
Co sama
pyłkiem wisi na obszarze
Jesteśmy
sami nie jacyś wybrani
Raz się to pewno we wieczności zdarza
Raz się to pewno we wieczności zdarza
Spojrzę
na kropki rozsypane w dali
Które się
jawią olbrzymami w lustrach
A to co
widać w obrotach się pali
Albo
gejzerem w dal daleką chlusta
Nie
znajdą szkiełka by dotrzeć do krańca
I pewnie
nie ma kogo o to pytać
Ani na
kraniec nie wyślą posłańca
Więc śmiem zadawać to oto pytanie
Ja pośród pyłków najbardziej znikomy
Czy to zabawa była twoja Panie?
Czy to zabawa była twoja Panie?
Że twoją
mocą powstały ogromy
Puste i
wrzące trwają bez potrzeby?
A wśród
nich jeden błąd dziwaczny niby
Kaprys to
może czy zabawa żeby
Kołowrót na
nim toczył się szczęśliwy?
Czy tylko
jeden kołowrót w ogromie?
Jednego i
tak jest za dużo przecie
Bo może
pusto było w Twoim domie
Trwać tak
samemu poprzez wiecznolecia?
Udane
wszystkie elementy stałe
Zebrane w
sobie pełne subtelności
Czy są
czasowe czy też wieczntrwałe?
Nie można
było urządzić to prościej?
Czy taka
wola czy to przymus może
I co się
stało przed czasu poczęciem
Że myśl
błysnęła nagle żeby stworzyć
Czy
osobliwość jedną czy może ich więcej?
Wszystko
udane prócz tego stworzenia
Twór
poroniony na tym jednym pyle
Jaki on
lepiej tego nie wymieniać
Nich by
istniały ptaki i motyle
Tylko i
trawy i barwione kwiaty
I
napełniały byt swym aromatem
Morał
pisania tego jednak taki
Wszystkie
motyle i tak zjedzą ptaki
Opowieść o wielkim królu
Spisana ręką kronikarza
Był król
co rządził niewielkim kraikiem
Cierpiał
nieznany bo był prawie nikim
Żołnierza
miał co wiernie mu służył
Bez
władzy wielkiej rzekł nie chcę żyć dłużej
Wyrusz
żołnierzu i wojuj za miedzą
Bo tam
wrogowie przyczajeni siedzą
Wyruszył żołnierz dobrze mieczem władał
I
zawojował prowincje sąsiada
Król go w
nagrodę klepnął po ramieniu
Bo jego
męstwo król wysoko cenił
Czas
minął a król rzecze do żołnierza
Inny wróg
z dala pewnie do nas zmierza
Liczę na
ciebie boś ty dzielny rycerz
Przyoblecz
pancerz i załóż przyłbicę
Znów
ruszył żołnierz i wroga pokonał
Król nasz
panował w czterech świata stronach
Twoja
zasługa żołnierzu jest wielka
Niech cię
ozdobi na ramieniu belka
Był
jeszcze jeden kraj całkiem w oddali
Nikt i
królowie nie znoszą rywali
Idź i
walcz dzielnie ja liczę na ciebie
Będę się
modlił a znajdziesz się w niebie
Kraj
króla sięgał aż za morze wielkie
Daniny
płacą chętnie ludy wszelkie
Słał król żołnierza jeszcze raz i drugi
Bo chciał
przed ludem mieć wielkie zasługi
Coraz się
bardziej kraj króla rozrastał
Króla
chwaliły wszystkie wsie i miasta
Wreszcie
włożono królowi na głowę
Cesarskie
znaki choć lud miał cierniowe
Aż tu
nadeszło na cesarza licho
Nie
cierpiał odszedł bez rozgłosu cicho
Był wielki takim też pisany koniec
Lud go
pochował w wielkim panteonie
A
żołnierz? Leży gdzieś w samotnym grobie
Nikt
pewnie w jakim nigdy się nie dowie
K o r d i a n
i c h a m
(Leon
Kruczkowski
tytuł powieści)
tytuł powieści)
Cierpiał
lud prosty gnębiony od wieków
Z ludu
wyrośli jego gnębiciele
W
pałacach żyli klękali w kościele
Leniwą toczył czas się rzeką
Ci co
wyrośli strojne Kordiany
Ojczyznę
mieli jako właściciele
Postawy
na jej podzielili ciele
Ludowi
praca i kajdany
Innym z
pałaców ukłony słać przyszło
Byli
oporni byli zausznicy
Pierwsi
stanęli przy zbrojnej rusznicy
Cham o
pomocy nie chciał słyszeć
Kordiany
z chamem nie stanęli razem
Bezwładne
dzieje rozdziały przyniosły
Przepaść
głęboka w ojczyźnie wyrosła
I
zgniotła obcych sobie głazem
Stała się
wolna lecz krzywd nie ujęto
Do głosu
doszli tylko Kordiany
Jedni i
drudzy razem potargani
Z lwa i prawa spięły pęta
Nadeszli równań
wschodni głosiciele
Równał ojczyznę
nieprzyjazny walec
Po raz
kolejny groził Boży palec
I było
ciemno przez lat wiele
Tym razem
moc się boża zlitowała
Lud w sobie zrównan znalazł rozwiązanie
Dałeś mu
mężów do pomocy Panie
Jedność
już odtąd będzie trwała?
Aleć czy
zgodzi się Polak z Polakiem
Trzeba
żyć w dwajsób jako przed wiekami
Bo zgoda
przecież nasz charakter plami
Cep jest Polaku twoim znakiem
Przyjdzie
nam pewnie za brak zgody płacić
To proste
rymy niech niosą przestrogę
Kara
nadejdzie za mieszanie z Bogiem
Ziemskich
niesnasek pośród braci
O p i
n i a
Wiersze
piszą
Rymy
jednodniowe
O czym?
Zobaczymy
Jedni mroczne
Jedni mroczne
Inni
bezsłowe
Nie wiele
znaczą
Spoczywają
na półkach
Piszą o
rozpaczy?
Majestacie?
Żony
grymaszą
Synowie
głusi
W snach
poczęte
Gdy je ma
się
Rozmowa z
sobą
Gdy ją
wymusi
Cisza
grobowa
Z bliska
i z dala
Więc
piszą jedni
Niezdolni
piszą
Piszą
brednie
Piszą
zdolni
Pochwałę
usłyszą
Przypadek
zdarzy
Od luminarzy
S n y p r o r o c z e
We śnie
widzę wiele
Jak
Baltazar faraon
Nie ma Józefa ni Eliasza
Chude i
tłuste
Nawet nie
krowy
Ni napis
się ściele
Znaki
daje Charon
Zaprasza
Świecę na
groby
Zapalać
Jedną w
plastykowej
Torbie
noś
W zapasie
Zapali ci
człowiek
W twoim
czasie
Sny pójdą
z tobą
Do grobu
Madonna odeszła
Byłaś
moją madonną
Płochą
jak kłębuszek puchu
Madonno
madonno
O stu
kwiatach wonna
Na
zaklęcia głucha
Te dni
tkwią obrazem
Te dni
tkwią dotykiem
Byłaś bez
skazy
Miałaś
byś grzesznikiem
Jesteś
kamieniem
Pod
łukiem tęczy
Zwietrzałym
Coraz
większym
Chrzest z cierpienia
Noszą ją
w komórce
Zamkniętej
w osobnym przedziale
Zaglądam
przez wziernik
Widzę jak
płacze bez łez
Płaczemy
razem
Płaczemy
stale
Wiernie
Twój i
mój
Nasz
Nasz
To jest
chrzest
T r e n d a
n y s o b i e
Nie
powiem że mi jest źle
Bez niego
Choć mi
jest
I skargi
nie ślę
I obcy mi gest
Nie
powiem niczego
Co bym
chciał
Choćbym
mógł
Tajemnicy
strzegę
Nie
przejdzie przez próg
Nie
powiem że tęsknię
Choć
tęsknię
I w czasie snu
Cierpię
Po klęsce
O mój
nieznajomy
Tobie dałem trud
Darowałem
tchnieniem
Płodne
jak krzak
Gorejący
Podszyte
marzeniem
Nie
powiem że śnię
I budzę
się z blizną
Choć śnię
O słowach o gestach o znak
Głuchemu
już niepotrzebny
Mnie tak
Oda do przyjaciela
I tobie
należne honory
Przyjacielu
wierny
I pamięć
o tobie trwa
Od matki
odjęty
Umierał z
tęsknoty
Okrutny
oddźwierny
Nie czuły
na męki
W nagrodę
darował
Stukrotną
ręki
Czułości
gesty
Pamięć
trwa
Przyjaźni
dozgonnej
Tylko psa
Przyjaźń
tak wonna
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz