Napisane w roku 1981
Ballada o hebanowej Ryfce
Paść na kolana nam
Paść
Kolanem w prochu
Mierzwie tonąć
Łbem walić o grudę
U podnóżka
Nie
słać oczu za błękit
Skinienie szukać
Pieczęci
Za
trudy
Miazgę lać błotną
Na ciemię
I sypać popiół
Proch sypać codziennie
Nie chwalby i pienia
Gromadzić skrzętnie
Niechaj trwam żyję
W biodrach zgięty
W kolanach zgięty
Niechaj z garbem u szyi
Czołem przy ziemi
Niechaj trwam
Pożogi nosiciel smolisty
Na zatracenie wielu
Na zatracenie przyszedł
Szponem ognistym
Naznaczył pierwszych
Wybranych
Po dwakroć wybranych
Niegodny bękart
Zazdrosny chyba
O wielkość w trwaniu
Zazdrosny chyba
O warkocz
Korzeń
Co sięga w miąższ trwania
O strugę potok
Żyłę zakotwiczoną
W trwaniu mroku
Belzebub urojony
Na próbę doświadczenie
Tenże pierwszych znaczy
Na popiół wypałkę
Rży szyderca
Tym
Co dali gościnę
Z dalekich czasów
Zaprośicielom
Miłosiernym nienawidzącym
Za inność
Sam Bóg wie za co
Za trwanie
Twierdzą o sercach twardych
Za bójstwo ślepe
Niby za
W księdze otwartej
Tam napisano
Bluźnierstwo
Krew jago na dzieci
Im
Ten belzebub
Na próbę hiobową
Ten belzebub
Na próbę
Zatracenie własne
Czas to pokazał
Został przysłany
Podstępnie i chytrze
Odziany w żelaza
Jeszcze gorące
W racje kręte
Przedtem mu furtę
Kuzyn odmyka
Na złamanie ofiar
Tak to zwykle czynią belzebuby
Siewcy pożogi
Grasujący po ziemi
W stroju znaczonym
Czernią czerwienią
Kolorami piekieł
Ten na skaranie
Wypróbowanie
Na próbę gorzką przyszedł
Ufności nie odjął
Niewiedzą poraził
Kłamstwa mistrz znany
Że czujność
usnęła
Przesłonięta drutem
Oczy sami też przymykali
Może im chytry diablik
W środku zachichotał
A gdy prawda wybuchła
Za późno było
Na zrzucenie lęków
Może i prawdzie cugle związali
Że im strach bliższy był
Niż bliźni w potrzebie
Tak więc nie sprostali
Próbie hiobowej
Choć mieli i sprawiedliwych
Dużo nawet
Więcej Lotów
Niż miasta starożytne
Wzięte razem
Tych mieli więcej
Tę prawdę szanują
Ale też i mieli
Sprzymierzeńców podstępu
Nosicieli żądeł
Obrzydliwych naczyń
Szkarady wstrętnej
Po brzegi pełnych
I klątw
Małości sobaczych
Oto wspólnicy karli
Nieprzystojna cisza
O tych zaprzańcach
Ich napiwku marnym
Lotów kazi
O
Na kolana paść nam
Ku podnóżkom popiołom
Twarze zniżać
Niesława na czołach naszych
Za tę próbę nieudałą
Poznaczenia Hiobem
Wołania słać do przetrwałych
Wołania słać
Wołania
Świece palić na polach żyznych
Prochom i tobie Panie
O dłoń bratnią
Niepomną blizny
+++++++++++++++++++++
Snuje się snuje
W mgielnej zadymce
Na manowcach
Rżyskach
Śniada jak heban Ryfka
Czai się czai
W chaszczach brodzi
Pieszczona strachem
W uroczyskach
Śniada jak heban Ryfka
Kuli się kuli
W polnych kopicach
Z dala od siedzib
Targa włosiska
Śniada jak heban
Ryfka
Skrada się skrada
Do ciepłych krasul
Do żyznych wymion
Na pastwiskach
Śniada jak heban
Ryfka
Przygnały podmuchy
Hebanową nimfę
Obdartucha
Przygnały z oblazłych
Niegościnnych kniei
Polną córuchnę
Świszczące
podmuchy
Do człowieczych siedzib
Zdzieliły przez plecy
Jesienne rózgi
W tej sierocej
Podróży
Po co cię Ryfko
Po co
Wygnali rodzice
Nocą
Na podróż
Samotną sierocą
Bodaj byś szła z nimi
Ku gorącym piecom
Wygnali cię Ryfko
Ku ziemskim klepiskom
Na tę litość ludzką
Pożyj choć do jutra
Gnały gnały
Hebanową nimfę
Deszczowe niebiosa
Po ziemskim padole
Wśród milczących osad
Baby sobie siedzą
Przy ciepłym przypiecku
Snują opowieści
O wydmowym dziecku
Gadki płyną szeptem
O jesiennej zjawie
Rzezanej w hebanie
Nikt przygarnąć nie chce
Nie odpuść im Panie
Odjęli wam serca
Odjęli sumienia
Nikt przygarnąć nie chce
Ryfkowego cienia
====================
Bekantmachung..machung..machung
Kto wie
Udzieli
Wskazać należy
Bo jak nie
Kara jak należy
Bekantmachung
Ludziska ludziska
Porażeni strachem
Kto ma rozum bystry
To ma serce mężne
Kto ocali dobroć
Kto będzie zwycięzcą
===============================
A ten buras cosik
Dzisiaj o północy
Jakiś zawzięty
Nie śpi stare psisko
Jeno szczerzy kłyska
Coś
chętnie
Pewnie chytry lisek
Po wieczerzę przyszedł
Po kurkę
Pewnie obcy kocur
Myszkuje po nocy
W podwórku
Z ciepłego wyrka
Zsuwa się chłopisko
Baranica na grzbiet
I latarka błyska
Po obejściu czapie
Odepiera
wrota
W oczyska bydlętom
Pozagląda w zmroku
A ty krasula
A tu gniady
Łbem potrząsa
I coś gada
A przy krasuli
A przy krasuli
A przy gniadoszu
Żarzy się
Para ocząt
A przy gniadoszu
A przy krasuli
Jakiś łachmanek
Się kuli
A u krasuli
W ciepłym kątku
Karmi się
Ludzkie cielątko
Grzeje kobyłka
Hebanowy kłębek
Bo go wiatr nocny
Wyziębił
Tak już raz bydlątka
Grzały niemowlątko
Co to u stajenki
Ujrzało świat ziemski
Wznieś gospodarzu
Świetlik naftowy
On ci prawdę
Cała powie
Staje naprzeciwko
Chłop i dziewczątko
Skąd się tu wzięło
To niebożątko
Drży koścista
Nimfa z hebanu
Ne wydaj nemcom
Me panu
Oj u twardego chłopa
Oj serce mięknie
Przy dziewczątku
Uklęknie
Garnie mizerie
W chałupę niesie
Taka powinność
Jego przecie
Obudzi swoją
Ukaże znajdę
Jakieś wyjście
Znajdą
W chałupie
Późną nocą
Okienko
Zasłonią kocem
W chałupie
O nocnej porze
Na palenisku
Zagorze
Wartko
Strawę warzą
Wody kipią
W garze
Chude kostki
W baliji
Na cztery ręce
Myją
Wykarmiona
Przyodziana
I co dalej
Moja panna
Narady szepty
Nad śpiącą
Oj będzie
Gorąco
Norka w sianie
Nad obórką
Tam schowek twój
Córko
Córka hebanowa
Podrzucona bliźnim
Żeby cię ogień
Nie liznął
Było wygodnie
Nie było głodno
Tylko jakoś
Markotno
Oko wytrze
Pani ukradkiem
I milczenie
Jak posiał makiem
Pogładzi
Ciepła dłonią
Cierpliwość
Najlepszą bronią
Czeka hebanowa
W samotni
Mija dzień
Stukrotny
Białego mleka
Pod dostatkiem
Nie stała się
Pani
matką
Jak tu mieć
Za córkę
Taką co śpi
Nad obórką
Jak tu z nią
Gadu gadu
Nocą
Nie da rady
Jak tu z nią
Gadu gadu
W dzień
Niepewne sąsiady
Niech no pojada
I czeka
Wojna
nie trwa
Wieki
Mleka dali
Hebanowej Ryfce
Nie pomyśleli
O rozrywce
Z dzieciskami
Bawić się nie dali
Nie wystarczy
Niema lala
Słoneczko
Przygrzało wiosną
Oj do lasu
By się poszło
Oj zielenią się
Sady
Oj poszło by się
Do sąsiada
Oko wyciera
Dobra pani
Siedź dziecko
Ani ani
Nie daje pani
Prócz mleczka
Cieplejszego
Słóweczka
Słóweczka dać nie może
Praca w polu w oborze
Pocierp jeszcze troszeczkę
A przyjdą czasy lepsze
Wyjdziesz na światek boży
Będziesz miała własne łoże
Znajdzie nasz niebożątek
Gdzieś
na świecie swój kątek
Nie jesteś dobra pani
Matką Ryfce ani ani
------------------------------------------
Aż tu kiedyś
Pełną wiosną
Szczekanie
Się rozniosło
To zwykły
Psi koncert
Ale się Ryfce
W głowie mąci
Oj w głowie się kołacze
Że to nadchodzą siepacze
Oj w polu lesie
Będzie bezpieczniej
Będzie bezpieczniej
Schodzi Ryfka
Po drabinie
Po drabinie
Po drabinie
Będzie w lesie to nie zginie
Już nie zginie
Już nie zginie
Latem w polu lesie
To żyć chce się
W polu lesie
Samotnia
Nie taka straszna
Jak co dnia
Gdzie żeś się podziała
Nasza
Ryfko
Szukajmy jej
Szybko
Nie znaleźli
Ryfki w lesie
Choć szukali
Cały miesiąc
Oj nie byłaś pani
Matką
Chociaż jadła
Słałaś nadto
Teraz Ryfce matką
W polu wróbli stadko
Matką Ryfce
Wiatru igrce
=====================
Gruchnęły w okolicy
Plotki złowieszcze
Na łowy
Wyruszyły bestie
Czarnych dywizji
Tyraliery
Pewnie ktoś groźny
Im doskwiera
Cała armia
Czesze powiaty
Obława to pewnie
Na partyzanty
To nie na boje
Idą czarci
Zaprawieni
I twardzi
Mniejszy gna ich
Rozkaz
To Ryfka
Grasuje bosa
Dniami nocami
Idą pułki
Wreszcie chwycili
Hebanowe ziółko
Bohatyrom
Medale dać im
To zwycięstwo
Inne zaćmi
*****************
Walą młotami cieśle
Wbijają gwoździe pospiesznie
Tron stawiają z drewna
Dla małej królewny
Taki rozkaz wydano
Zbudować postument dla panny
Walą w belki majstrowie
Już i pal co się zowie
Już i słup staje dumny
Na co on kto rozumie?
A to historia prosta
Plac już pełen chłopstwa
Plac już pełen mieszczan
Nikt już się nie zmieści
Straż staje w rozkroku
Nikt
nie ma przymknąć oka
A na środku tron
A nad tronem krąg
A nad kręgiem pal
Będzie wołał w dal
A na palu król
Zakróluje wam
Nam odejmie ból
Co od wieków trwał
Nasz Ordnung mus sein
Keine Jude
nein
Alles
verboten
Szlochen
verboten
Płakacz
verboten
Paczeć
paczeć nicht berboten
Mowicz verboten
Wzdychacz verboten
Paczeć nicht verboten
Paczeć paczeć paczeć
Pamentacz na zawsze
Bekantmachung czytacz
Kto by wydżał
Kto by wiedżał
Dla dobra
Czystoszczy
Bo inaczej
Taky los wszelkiego plugastwa
Co zagraża ludzkoszczy
Wiodą czarni mocarni
O bicepsach tęgich
Wiodą małą kruszynkę
O kucykach ciemnych
Stworzonko groźne
Dla potęgi
możnej
Ku tronowi
wiodą
Gdzie nad tronem krąg
A nad kręgiem pal
Patrzą chłopi
Patrzą mieszczanie
Na to śmiertelne
Ryfci królowanie
Na tronie Ryfcia naguska
Krą jej sznurzy
Szyję muska
Oko łzy jej nie uroni
Duma temu kto na tronie
A u boku czarna świta
Co kamienne ma oblicza
A przed Ryfką tłum zamarły
Tam modlitwy szepczą wargi
Chłopski
szloch tłumiony w garście
Ktoś ze świty czoło zmarszczył
Kto przy Ryfce stanie mężnie
Kto podniesie głos potężny
Kto zawoła nie pozwolę
I podzieli Ryfki dolę
Płacze dobra pani w tłumie
Źle ci było Ryfciu u mnie
Ciepła strawa i ubranie
Czemuś Ryfcio ty uciekła
Płacze dobra pani w tłumie
Któż tam Ryfkę tę zrozumie
Moja pani pani dobra
Twoja troska była chrobra
Aleć po co mnie u obcych
Tam gdzie moi klimat zdrowszy
Tam gdzie dym ulata złoty
Swojskie czekają opłotki
Dla mnie dobrzy wy kuzyni
Choć nie wszyscy tak uczynni
Choć nie wszyscy to Lotowie
Lotem ma być każdy człowiek
Tylu was tu w wielkim tłumie
Przy tej mojej cud trybunie
Jednej Ryfce nie umiecie
Na ostatek stawić świecy
Już na tronie
Ryfka naguska
Krąg jej sznurzy
Szyje muska
Tron podcięli słudzy
W ostatniej posłudze
Huśta się huśta
Z hebanu naguska
Kołysze kołysze
Ostatni raz dzisiaj
Wydłużona Ryfka
A ci z naprzeciwka
Niepomni rozkazu
Szlochają w chusteczki
Po tym bożym dziecku
Rozkazu nie pomni
Podwójnie ułomni
Paraliż i bielmo
Noc i mgła
Choć Lotów było dosyć
Ciężaru nie zelży
Czołem o grudę
Po tobie Ryfko
Tłukę
Wybranej z wybranych
Jednej z tych gwiazd
Co ją palec wskazał u zarania
Popiół niech znaczy mi czoło
Kolano zginam
Krzyżem będę leżał
Żem
cię chronić nie zdołał
Żem dla ciebie nie był żołnierzem
Bielmo i paraliż
I Lotów wielu
Sromoty nie zmniejszy
Naszych belialów
Dawnych i dzisiejszych
Jeno bracia
Co ostali
skiną
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz