Rymy koszlawe III


    Z a b a w y   d z i e c i e c e

Mistrz niderlandzki
Udały i swojski
W palcach nie brakło biegłości
Choć mu daleko od greka
Aleć wymyślił sobie
Przepis na sławę
I to się chwali

Więc
Postnicy
Z obżarstwem idą w zawody
A tam przysłów bez liku
Obrazki zagadki
Na dzisiejsze czasy

A  gdy go mór srogi złamał
Zapalił wary
W samym środku tygla
Zagotowały się sny z jawą
Warzyły się w kotle
A czort i anioł
Mieszali pospołu
A gdy odjął dobry Bóg
Żagiew od mistrza
To co oglądał w malignie
Złożył na płótnie
Aż mu wyszła opowieść
O Gretchen

Ta
Pieszczot nie zaznawszy
Czy to z braku urody
Czy oporów dusznych
Popadła w szaleństwo
I sieje ludziom na postrach
Okropność i dziwadła
Sama niezniszczalna

Razu pewnego
Nasz mistrz
Kolekcjoner zachowań
Rozrzewnił się przy piwsku
Kumpla pewnie spotkał
Z dzieciństwa
W gospodzie "Pod Żaglem"
A oto ich wspominki
Toczenie na beczce
Wodzenie kręgu
Zabawa w kości
Kręcenie bąka
Puszczanie latawca

Były to wspominki 
Jeszcze z przed  tych lat
Gdy dłoń łobuza
Szuka gościny
Wśród falban
Podetknąwszy uprzednio zamysł
Gry w chowanego

Musiał być dobry
W bojach niedorosłych
Mistrzem był może
W chodzeniu na szczudłach
Ale klipy nie znał
Gdy mojego dzieciństwa
W tej
To ja byłem mistrzem
Podwórkowych olimpiad

W pędzlu jego zawarta wieża babel

     N a   b a l u    d o r o s ł y c h

W głębokich mrokach
Wyspa świetlana
W szumiących ciszach
Orgia rozgłośnień

Weszli na pokład
W zbójeckich tanach
Bawią się dzisiaj
Pierwsi dorośli

Szumne zawroty
Blaski wirowe
I alkohole
Przyćmienie tajne

Tam i z powrotem
Przy głowach głowy
Nie są już w szkole
Drogi rozstajne

Wśród tang i walców
Wśród rwącej fali
Heros utonął
Mimo przysięgi

Staniesz na palcach
Widzisz w oddali
Z inną sprzężony
Wzrokiem i ręka

A szpon drapieżny
Zasłania lice
Lampiony mgielne
Wśród rzęs migocą

Niech tamta weźmie
Cała zakrzyczę
Trwać trzeba dzielnie
Przysięgi po co

Po wiekach czekań
W tajonej rosie
Twarz się rozjaśni
Płynąca z toni

Stało się lekko
Zatańczmy proszę
Łza w oku gaśnie
Usta na skroni

Rytm rozkołysał
Udręka pierzchnie
Płomień owionie
Bliskość podsyca
Powroty przysiąg
Trwamy jak we śnie
Powiązał promień
Co lśni w zachwytach

Wśród rozbrzasknienia
Milkną zaśpiewy
Unoszą cisze
Gdzie ptasi taniec

Staniemy cieniem
Pod wspólnym drzewem
Świt rozkołysze
Na wielkie trwanie

       E l e g i a   n a    w e s e l e   c ó r k i

Echo trwa pod sklepieniem
Echo znajomych piszczał
Tak trwało w rozległych katedrach
Szelest sukien głusząc
Ślubionych królewien
Złotem spiętych w biodrach
Tam skrzyżowane  w odbiciach
Razy tysiąc
Spod pował dostojnie powraca
Smukłych i misternych
Tu echo nikłe
Choć w wieku bliźniaczym
W tych samych palcach
Wygniatano cegłę

Córom królewskim
Ojcom potężnym na wystawę służyć
Dłonie wznosiły je tajemnicze
Te córom prostym
Ojcom kosmatym
Kreślił budowniczy
Do wtóru tamtym
Tu miast koronek
Proste ściegi
Nad niskim stanem
Niskie niebo

Echo trwa pod sklepieniem
Starych piszczał oddechu
Co je ułomny organista
Miesza z falsetem krzywym
Veni veni creator
Duchu ożywicielu przybądź
Pannę młoda
Biała kulę od kruchty prowadź

Dzisiaj jeszcze podworzec pijany
Pohuki pokrzyki okrutne
Jasność niegasnąca
Łoże weselne na sianie
Od jutra
Gdzie żeś nam się podziała
Powiewna ważko
Muśliny pajęcze po kątach
W szafach same szarości
Przybywa szpar
Ubywa wątku
Chłody chłoszczą

Dopełniła się w wiejskim gotyku
Ofiara bez wzajemności
Dając upragnionej upragnione
Niedawny zalotnic dar przywłaszczył
Wesele stypą
Żałość jednaka ich majestatu
Po córce wydanej
Na niewidzenie po kraniec

Żałość chłopska ta sama
Choć nagła czapa ciszy
Co rusz
Poszybuje siłą zaproszeń
Rozdwoi się rozstroi z czasem
Szczebiot ptasi
Teraz czas przywyknięć
Do żałości należnej radosnej
To jest zwykłość
Zwyczajność pierwszego stopnia
Schodzenie szczebel po szczeblu
Ku wyspie samotnej

       E  r  o  s    i    p  i  ł  k  a

Co robić na pierwszym spotkaniu
Gdy się jeszcze całować nie można
Choć miła
Choć mała
Na mecz
Piłki nożnej

Par takich
Jak my
Na trybunach setki
Krzyczeć można dowoli
W kolanko klepnąć
Gdy strzela gola

A to już cos
Na drodze
O której ten wiersz
Więc na mecz choć
Z gola się ciesz

Tu tłok
Tu ścisk
Inaczej się nie da
Jak być z sobą blisko
Korzystam z tego
Przebacz
 
Ty staniesz za tymi
Ja za tymi
Gotowa sprzeczka na początek
Na drodze intymnej
Tajemne potrąci

Stadion szumi
Zrywa się szał
Nasz Maradona
Wszystkich gubi
Celny strzał

Cieszmy się
Aż do granic
Aż do zapaleń  w oczach
Wezmę pod rękę cie pani
Przygarnę trochę

Podwójna korzyść
Z piłkarskich zabaw
Wyszumieć się można
Bez obaw
I przypadkowych
Nazbierać zbliżeń
Obojgu na dobre
Nam to wyjdzie

Inni z trybun
Do domów wyniosą
Podziw
Dla herosów
Może im stępi
Kanciaste dusze
Smutki wyziębi
Troski wysuszy

Takie pożytki
Z tej kopaniny
Cieszą się wszyscy
Wprost dziecinnie

A
Ja
Stąd
Wynoszę
Coś więcej
Ściszenie głosu
Ślad twojej ręki

A
My
Jednak
Coś
Co
Nas jedna

     H i s t o r i a  p e w n e j   t ę s k n o t y

Hej hej
Ty tam w górze
Halo halo klekocie
Sfruń nam tu na podwórze
Zamiast stąpać po rosie

Sfruń sfruń
Długodzioby
Hejże hejże szczydłaty
Czy mi pomożesz powiedz
Nie poskąpię zapłaty

Klip klip
Suchtrzaski
Człapu cz łapu na łące
Twojej dopraszam się łaski
Prośby niosę gorące

Złóż złóż
Mi u progu
Szurum szurum w paczuszce
Czekać dłużej nie mogę
Mam już biała pieluszkę

Dar dar
Dam wspaniały
Klingu klingu ze złota
Swoim zaniesiesz małym
Szczęście je za to spotka

Daj daj mi
Masz gościu
Chlipu chlipu płaczące
Wszystkie ptaszęta proście
Tego co stąpa po łące

A czemu ty czemu
Przysiadasz w zadumie
O mnie zapominasz
Zrozumieć nie umiem

Wzdychania wzdychania
Wśród rozmówek goszczą
Pewnie ją coś gnębi
Tą moją najdroższą

Krok coraz wolniejszy
Jakiś ciężar dźwigasz
Dziwne w twojej twarzy
Światełko zamiga

Gdzie żeś się podziała
Pośród nocy sennej
Czemu mnie opuszczasz
Przed obrazem kleknę

Koniki koniki
Wiozą nas daleko
Pędzimy na skrzydłach
Bo ona tam czeka

Już mi się znalazła
Już w ramiona bierze
Nigdzie jej nie puszcze
Chyba że mnie weźmie

Koniki koniki
Do domu nas wiozą
A ona coś w chuście
Osłania od mrozu

Rozwinie rozwinie
Z wełen zawiniątko
Do góry uniesie
Ukaże dzieciątko

Wróć wróc
Do ojczyzny
Kleku kleku przystojny
Moje ci szczęście wyznam
Dam ci zapłatę hojną



 

































 
 



 

 



































































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz