Z a b a w y d
z i e c i e c e
Mistrz niderlandzki
Udały i swojski
W palcach nie brakło
biegłości
Choć mu daleko od
greka
Aleć wymyślił sobie
Przepis na sławę
I to się chwali
Więc
Postnicy
Z obżarstwem idą w
zawody
A tam przysłów bez
liku
Obrazki zagadki
Na dzisiejsze czasy
A gdy go mór srogi złamał
Zapalił wary
W samym środku tygla
Zagotowały się sny z
jawą
Warzyły się w kotle
A czort i anioł
Mieszali pospołu
A gdy odjął dobry
Bóg
Żagiew od mistrza
To co oglądał w
malignie
Złożył na płótnie
Aż mu wyszła
opowieść
O Gretchen
Ta
Pieszczot nie
zaznawszy
Czy to z braku urody
Czy oporów dusznych
Popadła w szaleństwo
I sieje ludziom na
postrach
Okropność i dziwadła
Sama niezniszczalna
Razu pewnego
Nasz mistrz
Kolekcjoner zachowań
Rozrzewnił się przy
piwsku
Kumpla pewnie
spotkał
Z dzieciństwa
W gospodzie
"Pod Żaglem"
A oto ich wspominki
Toczenie na beczce
Wodzenie kręgu
Zabawa w kości
Kręcenie bąka
Puszczanie latawca
Były to
wspominki
Jeszcze z przed tych lat
Gdy dłoń łobuza
Szuka gościny
Wśród falban
Podetknąwszy
uprzednio zamysł
Gry w chowanego
Musiał być dobry
W bojach
niedorosłych
Mistrzem był może
W chodzeniu na
szczudłach
Ale klipy nie znał
Gdy mojego
dzieciństwa
W tej
To ja byłem mistrzem
Podwórkowych
olimpiad
W pędzlu jego
zawarta wieża babel
N a b a l u d o r o s ł y c h
W głębokich mrokach
Wyspa
świetlana
W
szumiących ciszach
Orgia
rozgłośnień
Weszli na
pokład
W
zbójeckich tanach
Bawią się
dzisiaj
Pierwsi
dorośli
Szumne
zawroty
Blaski
wirowe
I alkohole
Przyćmienie
tajne
Tam i z
powrotem
Przy
głowach głowy
Nie są już
w szkole
Drogi
rozstajne
Wśród tang
i walców
Wśród
rwącej fali
Heros
utonął
Mimo
przysięgi
Staniesz
na palcach
Widzisz w
oddali
Z inną
sprzężony
Wzrokiem i
ręka
A szpon
drapieżny
Zasłania
lice
Lampiony
mgielne
Wśród rzęs
migocą
Niech
tamta weźmie
Cała
zakrzyczę
Trwać
trzeba dzielnie
Przysięgi
po co
Po wiekach
czekań
W tajonej
rosie
Twarz się
rozjaśni
Płynąca z
toni
Stało się
lekko
Zatańczmy
proszę
Łza w oku
gaśnie
Usta na
skroni
Rytm
rozkołysał
Udręka
pierzchnie
Płomień
owionie
Bliskość
podsyca
Powroty
przysiąg
Trwamy jak we śnie
Trwamy jak we śnie
Powiązał
promień
Co lśni w
zachwytach
Wśród
rozbrzasknienia
Milkną
zaśpiewy
Unoszą
cisze
Gdzie
ptasi taniec
Staniemy
cieniem
Pod
wspólnym drzewem
Świt
rozkołysze
Na wielkie
trwanie
E l e g i a n a w e s e l e c ó r k i
E l e g i a n a w e s e l e c ó r k i
Echo trwa pod sklepieniem
Echo
znajomych piszczał
Tak trwało
w rozległych katedrach
Szelest
sukien głusząc
Ślubionych
królewien
Złotem
spiętych w biodrach
Tam
skrzyżowane w odbiciach
Razy
tysiąc
Spod pował
dostojnie powraca
Smukłych i
misternych
Tu echo
nikłe
Choć w
wieku bliźniaczym
W tych
samych palcach
Wygniatano
cegłę
Córom królewskim
Córom królewskim
Ojcom
potężnym na wystawę służyć
Dłonie
wznosiły je tajemnicze
Te córom
prostym
Ojcom
kosmatym
Kreślił
budowniczy
Do wtóru
tamtym
Tu miast
koronek
Proste
ściegi
Nad niskim
stanem
Niskie
niebo
Echo trwa
pod sklepieniem
Starych
piszczał oddechu
Co je
ułomny organista
Miesza z
falsetem krzywym
Veni veni
creator
Duchu
ożywicielu przybądź
Pannę
młoda
Biała kulę
od kruchty prowadź
Dzisiaj
jeszcze podworzec pijany
Pohuki
pokrzyki okrutne
Jasność
niegasnąca
Łoże
weselne na sianie
Od jutra
Gdzie żeś
nam się podziała
Powiewna
ważko
Muśliny
pajęcze po kątach
W szafach
same szarości
Przybywa
szpar
Ubywa
wątku
Chłody
chłoszczą
Dopełniła
się w wiejskim gotyku
Ofiara bez
wzajemności
Dając
upragnionej upragnione
Niedawny
zalotnic dar przywłaszczył
Wesele
stypą
Żałość
jednaka ich majestatu
Po córce
wydanej
Na
niewidzenie po kraniec
Żałość
chłopska ta sama
Choć nagła
czapa ciszy
Co rusz
Poszybuje
siłą zaproszeń
Rozdwoi
się rozstroi z czasem
Szczebiot
ptasi
Teraz czas
przywyknięć
Do żałości
należnej radosnej
To jest
zwykłość
Zwyczajność
pierwszego stopnia
Schodzenie
szczebel po szczeblu
Ku wyspie
samotnej
E r o
s i p i ł
k a
Co robić na pierwszym spotkaniu
Gdy się
jeszcze całować nie można
Choć miła
Choć mała
Na mecz
Piłki
nożnej
Par takich
Jak my
Na
trybunach setki
Krzyczeć
można dowoli
W kolanko
klepnąć
Gdy
strzela gola
A to już
cos
Na drodze
O której
ten wiersz
Więc na
mecz choć
Z gola się
ciesz
Tu tłok
Tu
ścisk
Inaczej się nie da
Inaczej się nie da
Jak być z
sobą blisko
Korzystam
z tego
Przebacz
Ty
staniesz za tymi
Ja za tymi
Gotowa
sprzeczka na początek
Na drodze
intymnej
Tajemne
potrąci
Stadion
szumi
Zrywa się
szał
Nasz
Maradona
Wszystkich
gubi
Celny
strzał
Cieszmy
się
Aż do
granic
Aż do
zapaleń w oczach
Wezmę pod
rękę cie pani
Przygarnę
trochę
Podwójna
korzyść
Z
piłkarskich zabaw
Wyszumieć
się można
Bez obaw
I
przypadkowych
Nazbierać
zbliżeń
Obojgu na
dobre
Nam to
wyjdzie
Inni z
trybun
Do domów
wyniosą
Podziw
Dla
herosów
Może im
stępi
Kanciaste
dusze
Smutki
wyziębi
Troski
wysuszy
Takie
pożytki
Z tej
kopaniny
Cieszą się
wszyscy
Wprost
dziecinnie
A
Ja
Stąd
Wynoszę
Coś więcej
Ściszenie
głosu
Ślad
twojej ręki
A
My
Jednak
Coś
Co
Nas jedna
H i s t o r i a p e w n e j t ę s k n o t y
Hej hej
Ty tam w
górze
Halo halo
klekocie
Sfruń nam
tu na podwórze
Zamiast
stąpać po rosie
Sfruń
sfruń
Długodzioby
Hejże
hejże szczydłaty
Czy mi
pomożesz powiedz
Nie
poskąpię zapłaty
Klip klip
Suchtrzaski
Człapu cz
łapu na łące
Twojej
dopraszam się łaski
Prośby
niosę gorące
Złóż złóż
Mi u progu
Szurum
szurum w paczuszce
Czekać
dłużej nie mogę
Mam już
biała pieluszkę
Dar dar
Dam
wspaniały
Klingu
klingu ze złota
Swoim
zaniesiesz małym
Szczęście
je za to spotka
Daj daj mi
Masz
gościu
Chlipu
chlipu płaczące
Wszystkie
ptaszęta proście
Tego co
stąpa po łące
A czemu ty
czemu
Przysiadasz
w zadumie
O mnie
zapominasz
Zrozumieć
nie umiem
Wzdychania
wzdychania
Wśród
rozmówek goszczą
Pewnie ją
coś gnębi
Tą moją
najdroższą
Krok coraz
wolniejszy
Jakiś
ciężar dźwigasz
Dziwne w
twojej twarzy
Światełko
zamiga
Gdzie żeś
się podziała
Pośród
nocy sennej
Czemu mnie
opuszczasz
Przed
obrazem kleknę
Koniki
koniki
Wiozą nas
daleko
Pędzimy na
skrzydłach
Bo ona tam
czeka
Już mi się
znalazła
Już w
ramiona bierze
Nigdzie
jej nie puszcze
Chyba że
mnie weźmie
Koniki
koniki
Do domu
nas wiozą
A ona coś
w chuście
Osłania od
mrozu
Rozwinie
rozwinie
Z wełen
zawiniątko
Do góry
uniesie
Ukaże
dzieciątko
Wróć wróc
Do
ojczyzny
Kleku
kleku przystojny
Moje ci
szczęście wyznam
Dam ci
zapłatę hojną
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz